Wiem jak będzie wyglądał ten mail (biorąc prysznic układałam go sobie w głowie) i z góry przepraszam, ze będzie tak bardzo (żeby nie powiedzieć tylko) o mnie.
Nieoczekiwanie dla mnie, i reszty świata, moje życie znacznie się skomplikowało w ciągu kilku ostatnich dni.
A może nie aż tak znacznie? Dużo się ostatnio kłócimy.
O przeszłość, która jest moim problemem, który przywołuje, kiedy już nie mam innych. O teraźniejszość, bo długi nie spłaciły się same, bo ludzie czekają na pieniądze, które jest im winien. I w końcu o przyszłość, bo oczywiście, że możemy wziąć kredyt, na jakieś 15 tysięcy, spłacić długi i kupić aparat, tylko z czego będziemy żyć, i jak to będzie wyglądało, skoro teraz jest już wystarczająco ciężko?
Czuję się jak męczennica, jak Matka Polka, która wstaje rano, idzie do pracy, bo zepsuł się Jej rower (i jest Jej z tego powodu tak przykro), wraca z pracy, robi zakupy, obiad, pranie, kładzie się spać, wstaje rano, niewyspana.
Czuję, że nikt tu się nie liczy z moimi potrzebami. Z tym czy mam ochotę gdzieś wyjść, czy mam ochotę coś sobie kupić, może potrzebuje.
Coś tu się ostatnio stało.
Nie wiem jeszcze jak to nazwać.
Kiedy parę dni temu płakałam w łóżku (już tego nie robię, stanowczo sobie zakazałam) nagle stwierdziłam, że nie powinnam być zaskoczona. Że On przecież taki jest. Bierny. Nie wie. Ani co zrobić, ani co powiedzieć. Zawsze taki był. Przecież tyle razy mnie skrzywdził. Ja prowadzę monologi, On nawet na mnie nie patrzy. I poczułam dziwną ulgę.
Tak jakbym naglę zorientowała się o co chodzi. Zasnęłam.
Kiedy kłóciliśmy się dziś, a trwało to może minutę, nawet nie podniosłam głosu. On nawet na mnie nie spojrzał. Tak jakby było nam już obojętne. Po jakimś czasie, po ciszy, zapytałam, czy to znaczy, że już nie będziemy ze sobą rozmawiać. Nie wiem. Nie wie. Ja nie mam ani ochoty, ani siły na monolog, który tylko uświadamia mi, że jestem samotna i w głowie mam tysiące niewypowiedzianych myśli. Trwamy więc w ciszy i obojętności.
Pamiętam, że kiedy uczyłam się na XX-lecie, w Twoich notatkach przeczytałam, że Róża z Cudzoziemki była zrezygnowana jeśli chodzi o miłość.
Ja chyba też jestem zrezygnowana jeśli chodzi o miłość. To takie smutne. Nie tak miało być. Nie czuję się kochana, doceniana. Czuję się zaniedbana. Czuję, że wszystko, co mówię i robię przechodzi bez echa. Czuję, że to życie jest zbyt codzienne, zbyt dosłowne. Czekam na rozmowę, jakąś głęboką, życiową. Na spacer. Na kawę gdzieś „na mieście”.
Nic.
Może zbyt szybko się to potoczyło?
Pierwszy raz się nad tym zastanawiam.
To źle, prawda?
Może trzeba było poczekać aż przeszłość się wyjaśni. Teraźniejszość wyprostuje. I aż będą jakieś perspektywy na przyszłość.
Nie musisz odpisywać.
Całuję
Kompromis to trudne słowo.
Czekam na Nasze nowe życie. Jeszcze 9 dni.
A potem znów zacznę pisać.
- Bo jestem bezsilny! Bo Cię przytulam, a Ty masz założone ręce.
- Pęka mi serce. I nie wiem, co zrobić z rękoma.